Lotowanie młodymi

   
 


 

 

Mapa satelitarna

Dzikie gołębie

Moje młode

Bracia Janssen

Jan Aarden

Karel Meulemans

Horemans

Delbar

Schellens

Jos Thone

Jan Grondelaers

Wybitni hodowcy

Wybitne lotniki

Forum

Forum o gołębiach pocztowych

Galeria

Wpisy gości

Księga gości

Kontakt

Porady

Lotowanie młodymi

Żywienie

Choroby

Linki

Strony oddziałów

Metody doskonalenia hodowli gołębi pocztowych

Top lista

xxx

Pogoda

Układ odpornościowy

Karmienie gołębi

Metody lotowania

Metoda Kata

Gołębie pocztowe

Pary rozpłodowe

Samczyki rozpłodowe

Samiczki rozpłodowe

Młode 2011

Moje najlepsze lotniki

Wyniki lotowe w 2011 roku

 


     
 

                                 Jak skutecznie lotować młodymi ?
Sukcesy lotowe niektórych hodowców w lotach gołębiami młodymi są tak spektakularne, że wielu hodowców nie może w nie wręcz uwierzyć, nie może zrozumieć tego, w jaki sposób można je osiągać. Stąd też często wysuwane są przypuszczenia, a nawet oskarżenia o stosowanie jakichś tajemniczych metod dopingu. Dotyczy to zwłaszcza lotów gołębi młodych, gdzie dysproporcje w wynikach lotowych między najlepszymi i przeciętną resztą mogą być bardzo znaczne. Tak znaczne, że ewidentne jest, iż nie tylko jakość gołębi może na to wpływać. Kto rozsądny, nie pyta więc dziś tylko o najlepsze gołębie, ale przede wszystkim o najlepszego hodowcę. Czasy, kiedy to młódkom wystarczyło dać przez cały dzień wolny wylot i sypać karmę, należą do przeszłości. Wówczas to wszyscy mieli prawie równe szanse. O sukcesie w znacznej mierze decydowała jakość gołębi. Dziś loty młódkami wygrywają specjaliści, którzy uczynili z tego zajęcia swego rodzaju kunszt. Są to artyści, którzy uprawiają swoją sztukę, a reszta – to tylko widzowie, statyści.
Nie ma jedynej metody

Nie jest możliwe podanie gotowej recepty na sukces. Każdy ptak ( jak człowiek) ma bowiem swoją indywidualność, a poza tym nie ma jedynego, idealnego systemu, nie ma też jednej, jedynej tajemnicy sukcesu. Kto uważa, że wie jak wygrywać, prędzej czy później potknie się i upadnie na twarz w konfrontacji z rzeczywistością.Tzw. specjaliści od młódków mają dobre metody, ale nie znaczy to, że w każdym przypadku jest to ta sama metoda.

Niechęć do latania

Zdrowe młódki – w normalnych warunkach – zaczynają latać spontanicznie z własnej, nieprzymuszonej woli mniej więcej w wieku 10 tygodni; przynajmniej godzinę dziennie. Jest to dobre. To pobudza apetyt, kształtuje i wzmacnia mięśnie, płuca i inne organy. Niestety z ust wielu hodowców, co roku słyszy się te same narzekania. Po entuzjastycznym początku, po kilku tygodniach młódki przestają ochoczo latać, a czasem nie chcą się w ogóle z gołębnika ruszać. Niektórzy bardzo się tym przejmują, zastanawiając się, czy czasem nie wyhodowali leni, którym nic się nie chce, a potem najprawdopodobniej też nie wygrają żadnej nagrody. Te przypuszczenia mogą jednak być mylne. Jeśli wszystko jest w porządku, to młódki mogą się tak zachowywać, ponieważ w pewnym wieku zaczynają się pierzyć. A pierzące się ptaki nie lubią latać. W konsekwencji też pierzące się młódki nie wykazują chęci opuszczania gołębnika. 
Ale może też być inna przyczyna braku chęci latania. Młódki po prostu mogą być chore. W jaki sposób to rozpoznać? Nie jest to trudne. Jeśli młódki mają apetyt, jeśli gardziel jest czysta, a wydaliny są właściwe, nie ma powodu do obaw. Wówczas przyczyną braku chęci do latania jest pierzenie. Jeśli natomiast gołębie nie latają, są słabe, nie chcą jeść, mają kłopoty z trawieniem, wtedy można przypuszczać, że są chore i wtedy jest problem.

Diagnoza

Nie trudno jest postawić diagnozę. Najpewniejszym wskaźnikiem zdrowia gołębia są jego wydaliny (kał). Im bielszy, tym lepiej. Im bardziej zielony, tym gorzej. Źle jest, gdy wydaliny są śluzowate i przyklejają się do skrobaczki, a młódki mają zaczerwienione gardła. Podanie Ronidazolu albo Altabactine przez tydzień może rozwiązać problem. To je wzmocni, zaczną znów jeść i latać, a wydaliny wrócą do normy. Młódki staną się zdyscyplinowane i będą miały ochotę na kąpiel. Gołębie chore nie są zdyscyplinowane i nie chcą się kąpać.

Młódki trzeba wychować

Pierwsze miesiące życia to czas, kiedy należy nauczyć ptaka właściwych nawyków. Młódki powinny się zachowywać tak, jak tego chce hodowca. One są jak ludzie. Każdy rodzic, czy wychowawca dziecka wie o tym, że dobra postawa (zachowanie) wywodzi się z wzorców uformowanych we wczesnym dzieciństwie. Dziecko, które nie było wychowywane w pewnych standardach przez pierwsze lata życia, będzie miało w przyszłości trudności w przyswojeniu ich sobie. Niektórzy hodowcy narzekają że gołębie wróciły w dobrym czasie, ale największym problemem jest łapanie ich w celu zdjęcia im kontrolek i skonstatowania w zegarze. A przecież inni hodowcy nie mają jakichś specjalnych gołębi, gołębi, które dają się łatwo łapać. Ci narzekający nie mają też jakiejś złej passy, wcale też nie brakuje im szczęścia, jak sobie to wmawiają. Są po prostu niedoświadczeni w łapaniu. Robią to niewłaściwie. Jest to równoznaczne z tym, że nie potrafią współżyć, nie potrafią obcować z gołębiami.

Hodowca, który nie jest prawdziwym miłośnikiem gołębi, nie będzie umiał łapać gołębi.
Jak można to sprawdzić?


Prawdziwy mistrz, „specjalista od młódków” – jak obecnie nazywa się go w Europie – jest łatwo rozpoznawany przez swoje ptaki. On dobrze zna swoje gołębie i one też go znają. Można powiedzieć więcej – on lubi swoje gołębi, a one odwzajemniają się tym samym. Jeśli zaś ktoś ma problem z łapaniem ptaków w gołębniku lub ledwie sobie z tym radzi, ulegając nastrojowi pośpiechu, zdenerwowania i niecierpliwości, to jest to w istocie człowiek biedny, godny współczucia, który zawsze będzie tylko początkującym hodowcą bez szansy na sukces w tym sporcie. Nie można przecież oczekiwać, że ptaki w gołębniku będą siedziały cicho i spokojnie, czując zagrożenie, kiedy to nieopanowany człowiek wchodzi pospiesznie do gołębnika i niczym drapieżnik próbuje szybko się do nich zbliżyć i brać je do ręki. One przecież mają instynkt samozachowawczy. Czasami żal patrzeć, gdy hodowca, nie mogąc dostać gołębia, łapie go przypadkowo za nogę skrzydło lub ogon. Sypiące się pióra przy takim łapaniu wskazują na kompletną ignorancję takiego „hodowcy”. Trzeba być wielkim optymistą, by po takich incydentach oczekiwać od ptaków, by wracały z lotu jak błyskawice i – co więcej – potem pozwalały łatwo się złapać.

Szaleniec

To rzeczywiście przykre patrzeć, jak niektórzy, na pierwszy rzut oka normalni ludzie zmieniają się w sytuacji, gdy ich ptaki nie chcą wejść do gołębnika po locie. Biegają wokół, pocą się, szaleją. Wejdź, wejdź – błagają ptaka, a jeśli to nie pomaga, gotowi są nawet rzucać w gołębia siedzącego na dachu kamieniami. Kiedy wreszcie uda się takiemu „hodowcy” nakłonić go do sfrunięcia z dachu na deskę i ptak wreszcie wejdzie do środka, często zostaje wręcz obrzucony z góry ziarnem. I wtedy rozpoczyna się pogoń za gołębiem, jeszcze bardziej intensywna niż przy łapaniu go przed koszowaniem. Ptak oczywiście nauczony przykrymi doświadczeniami z przeszłości nie pozwala się złapać. W rezultacie na skonstatowanie jego przylotu traci się znacznie więcej czasu. A inne ptaki patrzą na to i nie rozumiejąc nic, zdają się pytać: dlaczego ten człowiek zachowuje się jak szaleniec i jak idiota potrząsa puszką z ziarnem.


Gołębnik, gołębie i hodowca to trzy elementy, które powinny stanowić jedną całość. Wobec gołębi hodowca powinien być przyjazny, a nawet przyjacielski. Jak każde zwierzę, gołąb przywiązuje się do swego otoczenia, potrzebuje też akceptacji, spokoju i ufności. Jeśli tego zabraknie, jeśli gołąb nie zaaklimatyzuje się na dobre w gołębniku, będzie czuć się niechciany, a to ma wręcz nieobliczalne i zawsze niekorzystne konsekwencje.
                                                              ( Ad Schaerlaeckens) 
Przyjazne ręce

Wszyscy ludzie mają ręce. Pozornie wydawać by się mogło, że wszyscy mamy te same ręce. Tak jednak nie jest. Mistrzowie – ci, którzy odnoszą sukcesy w lotach młódkami mają inne ręce niż większość hodowców, a ściśle rzecz biorąc, inaczej nimi się posługują. Ręce hodowcy mają duże znaczenie w kształtowaniu relacji pomiędzy hodowcą i gołębiem, ponieważ to za pośrednictwem rąk, hodowca ma kontakt z ptakami, łapiąc, trzymając lub karmiąc je. Ręce mogą wzbudzać zaufanie gołębia, mogą też rodzić nieufność, lęk, czy strach. Ręce hodowcy mogą przyciągać do siebie gołębia lub odpychać go. Sposób, w jaki hodowcy używają swoich rąk w kontaktach z gołębiami ma ogromne znaczenie, bo decyduje o relacji: hodowca-gołębie i w rezultacie o efektach hodowlano-lotowych. Niestety wielu hodowców nie zdaje sobie z tego sprawy i nie wie jak się nimi właściwie posługiwać. Ręce hodowcy powinny być przyjazne dla gołębi. W żadnym przypadku gołębie nie powinny bać się rąk hodowcy. „Moje gołębie kochają moje ręce, bo spodziewają się od nich przysmaków i zabawy. Niestety – jak obserwuję u innych – gołębie przeważnie boją się rąk hodowcy”

Najłatwiej jest zrazić do siebie gołębia. Wystarczy zrazić go do siebie tylko jeden raz, a zapamięta to na zawsze i nie będzie miał już nigdy zaufania do hodowcy. Gołąb powinien czuć, że jest traktowany z uwagą, ze spokojem i z szacunkiem. Łapać go trzeba spokojnie, a trzymać luźno i delikatnie. Nie powinno się też zbyt często brać do ręki gołębia. Dodajmy, że obie nóżki powinny być lekko przytrzymywane między drugim i trzecim palcem prawej dłoni. Mostek powinien spoczywać na lekko rozwartych palcach: trzecim, czwartym i piątym. Unieruchomienie nóżek i lekkie utrzymywanie go daje gwarancję, że gołąb nie będzie się wyrywał. Nie można się dać sprowokować i zaciskać palców, bo wtedy właśnie gołąb zaczyna reagować nerwowo, próbując się uwolnić. Wtedy to właśnie traci zaufanie do hodowcy. Odpowiednio łapiąc i trzymając gołębia w dłoni, hodowca kształtuje psychikę ptaka, co w sposób pozytywny lub negatywny może wpływać na przyszłe jego zachowania. Złe nawyki mogą być potem powodem wszystkich problemów. „Możesz wierzyć lub nie wierzyć, ale sposób, w jaki hodowca łapie i trzyma w ręku gołębia wskazuje, czy jest to hodowca z prawdziwego zdarzenia, czy jest mistrzem, czy też nigdy nie osiągnie tego tytułu”

Jak obłaskawić młódki?

Najłatwiej jest obłaskawić i oswoić młódki przez wprowadzenie dyscypliny karmienia. To pierwsza zasada. Karma, karmienie, głód, potrzeba zaspokojenia apetytu to najpoważniejsza i jednocześnie najskuteczniejsza broń w ręku hodowcy. Nie chodzi tu bynajmniej o to, by młódki głodzić, ale nie powinny one mieć nigdy pełnego karmnika. Jeśli zawsze będą miały karmy pod dostatkiem, będą lekceważyć hodowcę. Na nic się wówczas zdadzą wszelkie inne zabiegi. Młódki powinny kojarzyć obecność hodowcy z karmieniem, z jedzeniem i zaspokojeniem apetytu. Trzeba im dać jeść do syta, bo się rozwijają, ale po nasyceniu karmniki z niedojedzoną karmą należy zabrać. Najlepiej jednak dać im tyle, by nic nie zostało. Albo jeszcze lepiej – zawsze nieco mniej. Aby nie przesadzić w żadną stronę, można odsunąć karmniki w momencie, gdy pierwsze gołębie odchodzą od niego, idąc pić. Innym ta ilość karmy też powinna wystarczyć. „Głodomorów nie potrzebujemy, z nich nie będzie wybitnych lotników. Kto ma obawy, że postępując tak głodzi młódki, może podczas drugiego, popołudniowego karmienia, np. co drugi dzień pozwolić najeść się wszystkim do syta”

Młódki powinny być karmione zawsze po oblocie. To druga zasada. One powinny kojarzyć jedzenie jako czynność następującą zawsze po lataniu, po powrocie z powietrza. Gdy tego się nauczą, gdy wejdzie im to w krew, wówczas będą chętnie wracały z lotu i pospiesznie wchodziły do gołębnika. Najlepiej karmić je dwa razy dziennie. Nie będą się wtedy objadać.

Jak należy łapać młódki, by nie czuły się płoszone i nie traktowały hodowcy jako intruza, czy wręcz wroga?

Mimo iż obecnie mamy już systemy do elektronicznego konstatowania przylotów gołębi, w związku z czym nie trzeba gołębi łapać po powrocie z lotu, to jednak problem istnieje nadal, ponieważ młódki trzeba łapać przed koszowaniem, a robiąc to niewłaściwie, można je równie dobrze do siebie zrazić tak, że w efekcie będą się co najmniej ociągać z wejściem do gołębnika po powrocie z lotu. Będą się obawiać, że znów będą łapane. Ponadto to łapanie przed koszowaniem, młódki nauczą się kojarzyć wyłącznie z wysyłką na lot i z wysiłkiem z tym związanym. W ten sposób w ich psychice może powstać negatywny wzorzec odczuwania i zachowania. Jest to bardzo niekorzystne i może rzutować na całą karierę lotową ptaka. On może zawsze bać się lotu. Tak więc problem łapania gołębi nadal istnieje i warto się nad tym zastanowić, jak łapać młódki, by się nas nie bały i nie miały tych negatywnych skojarzeń. Jak wobec tego to robić? I na to są sposoby. Najlepszy, jaki znam – to przyuczanie ich do łapania w trakcie jedzenia. Są wówczas głodne i konkurują w walce o pokarm. Pozwalają wtedy łatwo się łapać, zdają się nie zauważać tego, bo zaaferowane są jedzeniem. Można je wtedy delikatnie brać do ręki, przypatrzyć się im chwilę i wypuścić. One wówczas nawet nie wiedzą, że były łapane. Można siadać zawsze w tym samym miejscu, np. na krzesełku tuż przy karmniku i sypać im karmę stopniowo. Dobrze jest nawet bawić się z nimi, przesuwając je przy karmniku, by przyzwyczaiły się do naszych rąk, by się ich nie bały. Niektórzy, dla wygody, dziennie karmią i poją młódki na stole umieszczonym na wysokości około metra tuż przy wylocie. Nie trzeba wówczas siadać na stołeczku, nisko przy podłodze. A poza tym młódki wracające z lotu można łapać tuż przy wylocie, od razu przy wejściu do gołębnika. Nie muszą nawet sfruwać na podłogę. To kolejna oszczędność cennego czasu, zwłaszcza w szybkich lotach gołębi młodych. Podobnie można je łapać do koszowania na lot – przy jedzeniu lub jeszcze lepiej – po napiciu się po jedzeniu. Dobrze jest jednak zadbać o to, by przed koszowaniem posiłek był lekkostrawny i niezbyt obfity. Tak uczone, od czasu odstawienia od rodziców, przywykną do tego, staną się łagodne i ufne. Z ich łapaniem zarówno przed koszowaniem, jak i po powrocie z lotu nie będzie problemu. Trzeba to jednak robić codziennie, a to wymaga czasu i poświęcenia!

Wypuszczanie gołębi z ręki

Równie ważna jest umiejętność wypuszczania gołębi z ręki. Jakkolwiek dla wielu wydaje się to być do tego stopnia proste, że nawet nie godne wspominania, to jednak tak naprawdę niewielu tę umiejętność posiada. Bardzo często – niestety – widziałem ludzi, którzy rzucali gołębia na ziemię, albo upuszczali go z ręki. Tak jednak nigdy nie postępuje prawdziwy mistrz. Ludzie, którzy niedbale, byle jak, z lekceważeniem traktują swoje gołębie, nigdy nie osiągną w tym sporcie sukcesu. „Jeśli rzucisz gołębiem o ziemię, albo upuścisz go, wówczas ptak jest zmuszony bardzo szybko rozwinąć skrzydła, żeby nie rozbić się i bezpiecznie wylądować. Kładź więc zawsze gołębia delikatnie, tam skąd go wziąłeś, albo pozwól mu samodzielnie wyfrunąć z ręki, tak żeby bezpiecznie wylądował na siodełku. Jeśli sądzisz, że to są szczegóły, to masz rację, ale są one bardzo ważne.”

Jak postępuje ze swoimi młódkami Ad Schaerlaeckens?

Dla wielu może to być śmieszne, ale z pewnością będzie też pouczające.Każdego wieczoru przed nocnym spoczynkiem wchodzi do gołębnika z puszkami na karmę i grit. Przynosi też przysmaki. Gdy wchodzi, gołębie są spokojne. Żaden się nie porusza. Wydaje się jakby wszystkie chciały powiedzieć: o wreszcie przyszedł! Niektóre na jego widok zaczynają gruchać. Gdy wyciąga ręce, niektóre nawet chcą usiąść na nich, bo spodziewają się przysmaków. Przygląda się każdemu z osobna. Podaje im np. ziarna orzeszków, gładzi po główkach, pozwalając im bawić się ręką. Czasem ta zabawa wygląda jak walka. Usiłuje gołębia delikatnie strącić z siodełka, a on się broni. Powtarza to kilkakrotnie, w międzyczasie częstując go jakimś przysmakiem. Nigdy jednak nie przesadza z tym. Gołąb w końcu musi być górą. Co wieczór powtarza się ten rytuał. Gołębie są do tego przyzwyczajone i lubią to. Zgadza się z tym, co mówią mistrzowie, że tak traktowane gołębie z lotu nie wracają do partnera, ani do gniazda, ale przede wszystkim do hodowcy. Tacy hodowcy nie mają problemów z łapaniem gołębi, w odróżnieniu od tych, którzy traktują ptaki, jak rzeczy, bezdusznie i bez szacunku. Ich gołębie najczęściej po powrocie z lotu nie spieszą się z wejściem do gołębnika, lecz przesiadują na dachu, co u ich właścicieli wywołuje irytację i gniew. Jego gołębie wchodzą do gołębnika, jakby je ktoś gonił. Wchodzą, jak burza.

Siodełka

Jakie zdaniem Schaerlaeckensa są najlepsze siodełka? „Często w gołębnikach można spotkać siodełka wykonane z drewna lub z płyt w kształcie odwróconej litery V, w postaci – Λ. Są one wprawdzie dobre dla gołębi dorosłych, ale nie są odpowiednie dla młódków. Najczęściej są one rozmieszczone na ścianie regularnie, w poziomych rzędach, jedne pod drugimi. Wygląda to wprawdzie porządnie, ale dla młódków nie jest zbyt dobre z następujących powodów. Na takich siodełkach nie można położyć np. orzeszka lub innego przysmaku. Nie można się także bawić z gołębiem. Gołębie lubią także przebywać w ukryciu, lubią się chować, a takie siodełka takich warunków im nie stwarzają. Co więcej, takie siodełka zajmują sporo miejsca. Znacznie lepsze są siodełka szafkowe. W gołębniku musi być dużo siodełek, zawsze więcej od ilości gołębi. Gołąb nie będzie się dobrze czuł tam, gdzie jest 40 gołębi i tylko 40 siodełek. Widok zajętych siodełek może być ładny, ale nie są to warunki sprzyjające gołębiom. Gołąb, który ma jakiekolwiek trudności w zdobyciu własnego siodełka, nie będzie się czuł dobrze w gołębniku, a – jak o tym wiedzą prawdziwi mistrzowie – jest to jeden z najważniejszych warunków osiągania sukcesów lotowych.”

Rady

„Nigdy, pod żadnym pozorem nie goń swoich gołębi. Nigdy nie trać panowania nad sobą, nigdy nie szalej! Nie pozwól się ponieść emocjom, nawet więcej – idąc do gołębnika, zawsze staraj się nosić na sobie to samo ubranie. Gołębie mają bowiem bardzo dobrą pamięć. Twoje brutalne, szorstkie zachowanie, zawsze ma przykre konsekwencje, a odzyskanie zaufania gołębia nie jest łatwe. Może to zająć sporo czasu, jeśli w ogóle się uda. Bardzo często jest tak, że nawet bardzo dobre gołębie spóźniają się z lotu lub wręcz giną z powodu niewłaściwego zachowania się hodowcy. Nie czują się bowiem bezpieczne i akceptowane w swoim gołębniku”.Tak więc, „aby w lotach gołębi młodych odnosić sukcesy, trzeba więcej niż dobrego gołębnika i dobrych gołębi. Trzeba wiedzieć jak z młódkami postępować, trzeba nauczyć się przebywać z nimi oraz mieć wiedzę, jak je prowadzić i karmić”


Dawniej loty młódkami wygrywali najczęściej prawdziwi miłośnicy gołębi. Panowało przekonanie, że młódki najlepiej wracały do tych hodowców, którzy potrafili zbudować silną więź z ptakami, którzy wręcz „spali z gołębiami”. Ale czasy się zmieniły. Dzisiaj – „specjalista od młódków” to zupełnie ktoś inny. Dawne metody prowadzenia młódków uważa się wręcz za śmieszne. Miłośnicy ustąpili miejsca ekspertom, którzy nie pozwalają sobie na „miękkie serce” i na sentymenty. Dotyczy to wszystkich aspektów prowadzenia gołębi, w tym również kwestii karmienia. Jest regułą, że kto jest pod tym względem zbyt litościwy dla gołębi, kto ma zbyt hojne ręce, karmiąc ptaki zbyt obficie, ten nie osiągnie sukcesu.

Karma nie powinna leżeć w karmniku

Wielu hodowców narzeka na to, że ma płochliwe młódki. Wielu ubolewa nad tym, że ich gołębie nie są zdyscyplinowane i nie są im posłuszne. Główną tego przyczyną jest fakt, iż w karmniku cały dzień leży karma . To podstawowy błąd. Zwierzę, aby żyć musi jeść – to zrozumiałe – dlatego pokarm jest środkiem, za pomocą którego można sprawować nad nim kontrolę. Dotyczy to zarówno koni, psów, delfinów i gołębi – nie ma tu żadnej różnicy. Gołębie nie kochają hodowcy dla jego „pięknych oczu”, ale zrobią wszystko dla jedzenia. One nie powinny być głodzone, ale powinny zawsze patrzeć tęsknie na hodowcę i puszkę z karmą, oczekując na jedzenie. Puszka z karmą i widok hodowcy powinny dla gołębia stanowić jedno. Pojawienie się hodowcy powinno być utożsamiane z jedzeniem, ewentualnie z przysmakami i ma być równoznaczne z sygnałem, że należy wchodzić do gołębnika. To ma działać na zasadzie automatu. Rzecz jasna, że zawsze może znaleźć się jakiś uparciuch, który nie zrozumie tej gry i nie będzie wchodził do gołębnika „jak burza” razem z większością. Można by pozwolić na to, by został takim na zawsze. Można czekać na niego, żeby po wielu błaganiach i nawoływaniach wreszcie wszedł. Potem zaś nagradzać go za to jego oporne zachowanie, ociąganie się z wejściem do gołębnika, karmiąc go obficie.

Lekcja

Zamiast nagradzać go za to, że ociąga się z wchodzeniem, trzeba udzielić mu specjalnej lekcji. Nie wszedł razem z innymi – nie dostanie nic. Dziś nie ma kolacji. Jeśli spośród 50 młódków, cztery nie reagują na wołanie, nie daj im jeść, pomiń jeden posiłek, nie daj ani jednego ziarenka . Już następnego dnia będzie inaczej. Te cztery ptaszki będą robiły to, co zechcesz. Mam u siebie przed gołębnikiem młódków pewien rodzaj wlotu w postaci małej woliery. W głębi jest okno. Gdy posłuszne młódki wejdą do gołębnika, zamykam to okno. Te, które nie weszły z innymi, muszą zostać na noc na zewnątrz. Zwykle wchodzą do tej woliery. Odwiedzający mnie hodowcy są zdumieni, gdy widzą gołębie pozostawione na noc w tej wolierze na zewnątrz gołębnika. To wcale nie dlatego, że o nich zapomniałem. Dobrze wiem, że je zostawiłem na zewnątrz. Zostawiłem je tam za karę. To jednak nie jest zbyt ostra kara, to konieczność. One nie zachorują, spędzając jedną noc na zewnątrz. Niech doświadczą trochę strachu, wtedy docenią, co znaczy spać spokojnie w bezpiecznym gołębniku. Gołębi od młodości trzeba uczyć dyscypliny i postępować wobec nich konsekwentnie. Nie wolno im ulegać, dostosowując się do ich zachowania. To one muszą przystosować się do wymagań i rygorów hodowcy. To on jest dowódcą, a gołębie jego żołnierzami. Żołnierz, który nie jest zdyscyplinowany, nigdy nie będzie dobrym żołnierzem. Uczenie dyscypliny jest nieodłączną częścią życia zwierząt domowych. Dyscyplina ta powinna przejawiać się w realizacji zasady: „Kto nie chce słuchać, będzie musiał ponosić tego konsekwencje”.

Trzy etapy

Gołębie należy uczyć dyscypliny wcześnie, ale nie zbyt wcześnie. Młódki Schaerlaeckensa przechodzą trzy etapy szkolenia. Przez pierwsze dwa miesiące młódki korzystają z wolności, latają do woli, zapoznając się z otoczeniem. Im więcej są na zewnątrz, tym potem są odważniejsze, mniej obawiają się czegokolwiek. Młódki – jak dzieci – wszystkim się interesują, wszystkiego muszą dotknąć, wszystko podziobać, poszarpać. To nie jest dobre, to ryzykowne, zwłaszcza, gdy dach jest płaski, a okapy są zakończone rynnami. Próbują tam „pokosztować” wszystkich śmieci, szlamów, pyłów. Ale najczęściej hodowca nie ma wyboru. Gołębnik ma tu, a nie gdzie indziej. Mimo wszystko młódki podczas pierwszych kilku tygodni życia powinny mieć sporo wolności. Jeśli się je zbyt wcześnie zdyscyplinuje, ograniczając im wolne obloty, potem łatwo będą się gubiły.

W trzecim miesiącu życia Schaerlaeckens rozpoczyna drugi etap szkolenia młódków. Okres nieograniczonej wolności latania i obfitego karmienia dobiegł końca. Przez pierwszy tydzień ogranicza ilość karmy do tego stopnia, że „je podrywa” na jego widok. Schaerlaeckens uważa, że to im nie zaszkodzi. Ograniczenie karmy przez kilka dni działa oczyszczająco na przewód pokarmowy. Dzięki temu Ponadto młódki dowiadują się, kto nimi rządzi i czego od nich chce. Mają być grzeczne i zdyscyplinowane. Schaerlaeckens jest przekonany, że właśnie w tym okresie najwięcej się uczą. Młode ptaki chcą zaspokoić swoje apetyty, chcą zapełnić swoje żołądki, ale nie dostają wystarczającej ilości pokarmu. Zaspokojenie głodu kojarzą z hodowcą. Uczą się wtedy, że to zależy od hodowcy. I właśnie o tym powinny pamiętać całe życie. Ten zakorzeniony w młodości związek przyczynowo-skutkowy przyniesie później wiele korzyści.

Po tym tygodniowym okresie ograniczeń bynajmniej nie można wrócić do dawnych zwyczajów. Młódkom nie powinno się już „popuszczać”. Powinny być nadal trzymane krótko. Odtąd dostają odmierzone dawki karmy, w sam raz tyle, ile potrzebują, nic więcej. Nie są głodzone, ale też nigdy nie objedzone. Zawsze jeszcze trochę zjadłyby. Latają dwa razy dziennie. A kiedy kończą oblot Schaerlaeckens je woła, by szybko weszły. Nie pozwala im wysiadywać na dachu, bo dachy są dla gołębi miejskich, a nie dla gołębi wyczynowych. Niektórzy hodowcy noszą zawsze w kieszeniach po kilka ziaren karmy (często są to orzeszki), częstując nimi od czasu do czasu swoje młódki. Jest to bardzo dobre. Ptaki wiążą się z hodowcą.

Karma

Skład mieszanki pokarmowej podawanej młódkom – zdaniem Schaerlaeckensa – nie jest tak ważny, jak to się powszechnie sądzi. Wskazują na to przykłady mistrzów, którzy karmią bardzo różnie, a mimo to wszyscy osiągają wybitne wyniki. Z całą pewnością więc o wyniku nie zdecyduje jeden, czy dwa procent dodatku takiego lub innego rodzaju ziarna. Nie znaczy to bynajmniej, że jej skład jest zupełnie bez znaczenia, że nie popełnia się w tej kwestii błędów. Karma dla młódków przede wszystkim nie powinna być zbyt ciężka, nie powinna zawierać zbyt wiele białka. Młódki Schaerlaeckensa po odstawieniu od rodziców dostają „normalną mieszankę”. Tak określona jest w oryginalnym tekście. Jest to najprawdopodobniej odpowiednik naszej mieszanki lotowej. Nie jest to sam jęczmień, ale nie jest to też mieszanka dietetyczna. Zdaniem Schaerlaeckensa w firmowych mieszankach dietetycznych jest zbyt wiele małych ziaren. Młódki wprawdzie je lubią, ale nie powinny ich jeść w nadmiarze, ponieważ wywołują one kłopoty trawienne. Lepiej jest, gdy jedzą również większe ziarna. Mieszanka zawierająca większe ziarna np. z dodatkiem grochu, jako źródła białka, jest dla nich bardziej odpowiednia.

Młódki Schaerlaeckensa są karmione jednakową mieszanką przez siedem dni w tygodniu. Kiedyś, przed laty, po locie gołębie karmił je mieszanką dietetyczną, potem zaś w kolejnych dniach stopniowo dokładał do karmy ziaren bardziej treściwych, zawierających tłuszcz, np. kukurydzę. Tak było w przeszłości. Odkąd pojawiły się problemy z wirusem Adeno/coli, Schaerlaeckens zmienił sposób karmienia. Obecnie przez cały tydzień karmi młódki jednakowo, ponieważ stwierdził, że podawanie im jednolitej karmy czyni je mniej podatne na zachorowania. Z tego samego powodu młódki – jego zdaniem – powinny pić jedynie czystą wodę bez jakichkolwiek dodatków. Gdy w wodzie są dodatki, ptaki mogą pić jej mniej, bo może im ona nie smakować. To zaś może zaburzać równowagę wodną w organizmie i sprawiać, że będzie on bardziej podatny na zakażenie wirusem.

W dzień koszowania Schaerlaeckens podaje młódkom podwójną dawkę karmy. Karmi je jednak z samego rana. Zwykle trochę karmy zostaje aż do popołudnia. Widząc obfitość karmy w karmniku, młódki nie objadają się, a w momencie koszowania są tak w sam raz syte i napite. Młódki karmione bezpośrednio przed koszowaniem mają z reguły przepełnione wola. Są ociężałe i spragnione. 
 
                                              (Ad Schaerlaeckens)

                  

 
 

Stronę odwiedziło : 397270 odwiedzający (1258410 wejścia)